„Andrzej Wajda. Ostatni romantyk polskiego kina”

Spotkanie autorskie w Galerii/Księgarni Gdyńskiego Centrum
Filmowego.

Album „Andrzej Wajda. Ostatni romantyk polskiego kina”, którego wydawcą jest Stowarzyszenie Filmowców Polskich, to nie tylko podsumowanie dorobku jednego z największych polskich reżyserów, to przede wszystkim afirmacja jego pasji do życia i kina. Zapraszamy na spotkanie prezentujące książkę podczas 42. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni – w czwartek, 21 września, o godzinie 14.00, w Galerii/Księgarni Gdyńskiego Centrum Filmowego. Wstęp wolny. 

W spotkaniu prowadzonym przez Tomasza Raczka udział wezmą autorki książki: Małgorzata Fiejdasz-Kaczyńska i Anna Serdiukow, prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich Jacek Bromski oraz goście specjalni, których wspomnienia można przeczytać w książce.

Punktem wyjścia są słowa Andrzeja Wajdy: „Jeżeli to, co zostawiam po sobie, moje filmy, prace, różne działania, mają jakąś wartość, to się obronią, jeżeli nie mają, znikną.” Do rozmów na temat twórczości Andrzeja Wajdy autorki książki – Małgorzata Fiejdasz-Kaczyńska i Anna Serdiukow – zaprosiły polskich i zagranicznych twórców, którzy z nim pracowali. Nie tylko cenili i rozumieli, ale do dziś chcą go przywracać w pamięci widzów. Są wśród nich zarówno artyści o międzynarodowej sławie, jak Isabelle Huppert, czy Roman Polański, bliscy współpracownicy (m.in. Krystyna Janda, Daniel Olbrychski, Andrzej Seweryn), jak i absolwenci Szkoły Wajdy. Z zebranych głosów, śladów, zdjęć – także tych z prywatnego archiwum – wyłania się imaginarium reżysera, kalejdoskop jego inspiracji, lęków, marzeń i mitów ukazanych w filmach takich jak „Kanał”, „Wesele” „Popiół i diament”, czy „Pokolenie”. Czy Andrzej Wajda był rzeczywiście ostatnim romantycznym artystą polskiego kina?

– Andrzej Wajda przy całej swojej wielkości był człowiekiem niezwykle ciepłym i obdarzonym nietuzinkowym poczuciem humoru. Chociaż od Jego odejścia minął już prawie rok, moja głowa ciągle jest pełna związanych z Nim wspomnień, również najzwyczajniejszych… Kiedyś, kiedy nie mieliśmy jeszcze telefonów komórkowych, Andrzej, szukając mnie, zadzwonił do mojej mamy. Skorzystała z okazji i poprosiła Go: „Ma pan taki autorytet! Niech pan mu powie, żeby nosił szalik”. Potem zimą czasem żartował na temat szalika. Ta Jego troska obejmowała całe pokolenia młodych filmowców. Patrzenie w przyszłość towarzyszyło zawsze Jego działalności publicznej – wspomina Jacek Bromski, prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich.

– Andrzej wyciągnął mnie w pewnym momencie z samego dna. Byłem kompletnie załamany. Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić, bo nie przyjęli mnie na żadną wyższą uczelnię. Zdawałem na wydziały aktorskie w Warszawie i Krakowie, ale wszędzie mi odmawiano. Problemem było moje pochodzenie społeczne, a z pochodzeniem jest ten kłopot, że dość trudno je zmienić. Pewnego dnia odebrałem telefon od Jerzego Lipmana, który powiedział, że Andrzej chce mnie obsadzić w swoim pierwszym pełnym metrażu zatytułowanym „Pokolenie” – opowiada w książce Roman Polański.

– Na jednych z pierwszych warsztatów dał mi tekst o tym, kim jest reżyser i opowiadanie Maupassanta, a w nim wskazał jedną scenę, która była według niego kwintesencją kina. Z wojny wracał umierający żołnierz, który usiadł naprzeciwko wieśniaczki. Po chwili rozmowy wbił się w jej pierś i zaczął ją ssać jak niemowlę. Pan Andrzej nic więcej nie powiedział, tylko dał mi to opowiadanie jako inspirację do mojego materiału. Teraz po latach widzę i rozumiem, o co mu chodziło. Bardzo nam go brakuje, był busolą. Prawdziwym autorytetem środowiska filmowego – mówi Agnieszka Smoczyńska-Konopka.

  • Kliknij żeby włączyć wersję kontrastową
  • A Kliknij żeby przywrócić domyślny rozmiar czcionki
  • A Kliknij żeby zmniejszyć czcionkę
  • A Kliknij żeby powiększyć czcionkę