MARIA MAGDALENA
Portret Marii Magdaleny, która dołącza do Jezusa podczas jego wędrówki.

"(...) W okresie kontrreformacji, gdy sztuka stała się jednym z najpoważniejszych wehikułów ortodoksji, Maria Magdalena miała do spełnienia swoją rolę. Przykładowo, św. Franciszek Salezy zalecał brać przykład z syna marnotrawnego i Marii Magdaleny w upraszaniu Bożego przebaczenia. Niekiedy, zwłaszcza w poezji pokutnej, Marię Magdalenę opłakującą swoje grzechy zestawiano ze św. Piotrem, rozpamiętującym zaparcie się Jezusa. Postać Marii Magdaleny była w sztuce wszechobecna. Artyści włoscy, poczynając w zasadzie od XIII w., podchwycili ten malowniczy temat. Scena przedstawiająca kobietę obmywającą łzami, wycierającą splotami długich włosów (rozpuszczone, miały silne konotacje seksualne) i nacierającą wonnym olejkiem nogi Jezusa stanowi ulubiony temat malarski. Postać Marii Magdaleny dawała możliwość do potępienia próżności, przywary uważanej za niemal wyłącznie kobiecą. Za sprawą Tycjana rozpoczęła się przemiana Marii Magdaleny w „Wenus w worze pokutnym”. Z biegiem czasu pogłębiał się wątek erotyczny. Mówi się nawet o „pobożnej pornografii”, kiedy do śmiałych nieraz aktów dołączano atrybut
w postaci czaszki, krucyfiksu bądź odrzuconych klejnotów,
uzyskując w ten sposób pozory wzniosłości. W okresie
romantyzmu, symbolizmu i modernizmu Maria Magdalena
w dalszym ciągu była dla twórców postacią atrakcyjną,
pozwalającą powiązać wybujałą zmysłowość z bardziej lub mniej szczerymi aspiracjami duchowymi.


Kolejne pokolenia podobnie, jak poprzednie, czyniły Marię Magdalenę bohaterką pikantnych mitycznych wizji. Dzisiejsza tendencja do podkreślania cielesności Jezusa na swój sposób wykorzystuje postać Marii Magdaleny. Istnieje uwspółcześnienie apokryficznego wątku, czyniącego z niej ukochaną, kochankę czy żonę Jezusa. Motyw ten doszedł do głosu w ostatnich dziesięcioleciach: że wymienimy tylko książkę „Ostatnie kuszenie Chrystusa” Nikosa Kazantzakisa, film Martina Scorsese czy pracę Williama Phippsa „Was Jesus married?” (Czy Jezus był żonaty?). Podczas gdy Margaret Starbird w książce „Maria Magdalena i św. Graal” snuje opowieść o córce Jezusa i Marii, Michael Baigent, Richard Leigh i Henry Lincoln w „Holy Blood, Holy Grail” (Święta Krew, Święty Graal) opowiadają już o wielu potomkach tej pary, którzy dali jakoby początek francuskiej linii Merowingów, następców cesarza Chlodwiga. Bestseller Dana Browna „Kod Leonarda
da Vinci” powielił ten mit w świadomości milionów czytelników. Postać Marii Magdaleny stała się także bliska nurtom okultystycznym. Wystarczy zajrzeć na strony internetowe, by znaleźć odniesienia do tej postaci i stwierdzić, że w kręgach New Age jest ona otoczona kultem jako współ-mesjasz, chrześcijańska bogini. Są i tacy, którzy uważają, że Kościół poprzez ignorowanie apokryfów i ewangelii gnostyckich „spiskował” przeciw prawdzie o Marii z Magdali, uczennicy Jezusa, odsuwając ją w cień. W tych kręgach istnieje przypuszczenie, że jej rola zaraz po Zmartwychwstaniu porównywalna była do roli Piotra, lecz ta rzeczywistość została wyciszona wśród walki o wpływy, władzę i utrwalenie bez -względnej męskiej hegemonii. W apokryfach, Maria na równi z mężczyznami bierze udział w dyskusjach i istotnie rywalizuje z Piotrem. W pewnym bardziej śmiałym nurcie teologii feministycznej Maria z Magdali, pierwszy świadek Zmartwychwstania,
staje staje się nawet sukcesorką Chrystusa, podobnie jak Elizeusz, świadek wzięcia Eliasza do nieba, który zostaje jego duchowym spadkobiercą. Trudno nie zauważyć, że w pewnych kołach
feministycznych postać Marii z Magdali służy jako argument
za święceniami kobiet. Na pewno mniej kontrowersyjne jest powoływanie się na postać Marii Magdaleny w dążeniu do uznania, że kobieta zajmowała,
a więc i dziś może zajmować, aktywne miejsce w Kościele. Z myślą
o tym feministyczna egzegeza biblijna demaskuje te akcenty
w nauce Kościoła, według których mężczyźni byli „uczniami”,
a kobiety tylko „szły za Jezusem i usługiwały”. Widzi ona
w Marii Magdalenie kobietę działania, a nie tylko istotę bierną,
podporządkowaną. Maria z Magdali nabiera współczesnego
kolorytu poprzez to, że widzimy, iż nie jest charakteryzowana
w Ewangeliach jako istota całkowicie uzależniona od mężczyzny: córka ojca, żona męża czy matka syna.
Św. Teresa z Lisieux, genialna w swoich intuicjach – jakże współcześnie, choć ponad sto lat temu – tak pisze w „Dziejach
Duszy”, wspominając świętą: „Nade wszystko naśladuję postawę
Magdaleny, jej zadziwiającą, a raczej pełną miłości odwagę,
która urzeka serce Jezusa, a także zachwyca i moje serce”.
I niechby taka jej postać nam patronowała: wyzwolona, ale
z grzechu; niezależna, ale poddająca się łasce.

Joanna Petry Mroczkowska List 7-8/2006 (...)"

Fragment materiałów dystrybutora.
  • Kliknij żeby włączyć wersję kontrastową
  • A Kliknij żeby przywrócić domyślny rozmiar czcionki
  • A Kliknij żeby zmniejszyć czcionkę
  • A Kliknij żeby powiększyć czcionkę