„Brunet wieczorową porą” w Klubie Gdyńskiej Szkoły Filmowej

„Brunet wieczorową porą” w Klubie Gdyńskiej Szkoły Filmowej

- W komedii czy satyrze, by wywołać śmiech widowni, trzeba się napocić. Ale na poważnie. W tym przypadku praca aktora nie idzie w parze z zabawą – mówił Krzysztof Kowalewski w Klubie Gdyńskiej Szkoły Filmowej po specjalnym pokazie komedii „Brunet wieczorową porą” (1976) w reżyserii Stanisława Barei. Aktor był gościem Gdyńskiego Centrum Filmowego 28 maja 2019 roku.

„Brunet wieczorową porą”, film z 1976 roku, jest komedią satyryczno-kryminalną, opowiadającą o losach Michała Romana, mężczyzny w średnim wieku, uwikłanego w absurdy codzienności. Mroczna przepowiednia Cyganki uruchamia ciąg zwariowanych wydarzeń, w których bohater wbrew sobie samemu uczestniczy. 


W trakcie weekendu, pod nieobecność rodziny w domu, mężczyzna zostaje zamieszany w morderstwo, milicyjny pościg oraz ciąg przypadkowych sytuacji, w których przewija się galeria postaci charakterystycznych dla życia w PRL, widzianego oczyma Stanisława Barei.


Scenariusz i dialogi do filmu napisali wspólnie Stanisław Bareja i Stanisław Tym, ten drugi jako Andrzej Kill. Ukrycie się współscenarzysty pod pseudonimem wynikało, zdaniem Krzysztofa Kowalewskiego, ze specyfiki współpracy obu twórców: nie brakowało w niej emocji i rywalizacji, na przykład o autorstwo poszczególnych tekstów.


- Bareja był uparty, wygodnicki. Nie lubił przemęczać się pracą. (…) A przy tym miał dar konstruowania scenariusza. Tyma trzymał „za mordę”, bo temu z kolei zdarzały się szały wizji. Ilość wątków, scen i postaci, które przychodziły Tymowi do głowy, mogłaby być podstawą do zrobienia ośmiu filmów, a nie jednego. I to dobrych filmów! (…) Dialogi pisane przez Tyma były precyzyjne, skutecznie i dowcipnie. Na planie nie wolno było zmieniać ani słowa – wspominał Krzysztof Kowalewski, odtwórca głównej roli w „Brunecie wieczorową porą”, aktor znany również z następnych kultowych komedii Stanisława Barei: „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” (1978) i „Misia” (1980).


Podczas spotkania nie brakowało pytań od widzów, dotyczących nie tylko obejrzanego filmu i wątku „Barei wiecznie żywego”, ale też początków Krzysztofa Kowalewskiego w zawodzie aktora i innych jego ważnych ról. Gość Klubu Gdyńskiej Szkoły Filmowej usłyszał oczywiście słynne „Kocham Pana, Panie Sułku” – nawiązanie do legendarnego cyklu słuchowisk radiowych autorstwa Jacka Janczarskiego – i przyznał, że aktorem został… z rozpaczy. – Nie miałem innego pomysłu na życie… – przyznał Krzysztof Kowalewski.


Spotkanie prowadził Jerzy Rados z Gdyńskiej Szkoły Filmowej.


293A9818.jpg

293A9829.jpg


293A9802.jpg


293A9813.jpg


293A9928.jpg


293A9959.jpg


293A9794.jpg


293A0035.jpg


293A0050.jpg


293A0041.jpg



Fot. Anna Rezulak