„Ułaskawienie” w Klubie Gdyńskiej Szkoły Filmowej

„Ułaskawienie” w Klubie Gdyńskiej Szkoły Filmowej

– Dopiero wtedy zabieram się za film, jak coś przemożnie puka we mnie od środka. (…) Żeby dobić się na ekranie do prawdy, trzeba było być ponadnormatywnie szczerym. Trzeba było spopielić siebie – mówił Jan Jakub Kolski podczas spotkania w Klubie Gdyńskiej Szkoły Filmowej. Scenarzysta i reżyser był gościem Gdyńskiego Centrum Filmowego w piątek, 26 kwietnia 2019 roku.

„Ułaskawienie” (2018), najnowszy film Jana Jakuba Kolskiego jest zarazem najbardziej osobistym w jego dorobku. Nawiązuje do prawdziwych losów dziadków twórcy „Jańcia Wodnika” i „Historii kina w Popielawach”. To osadzona w realiach powojennej Polski opowieść o rodzicach, którzy wyruszają w ostatnią podróż ze swym zabitym synem, chcąc zapewnić mu godny pogrzeb.



Syn Hanny i Jakuba, żołnierz AK Wacław „Odrowąż” Szewczyk, zostaje jesienią 1946 roku zastrzelony przez UB. Po serii upokorzeń doznanych ze strony nowej władzy, bezczeszczącej zwłoki ich dziecka, Hanna i Jakub postanawiają zapewnić synowi godny pochówek w oddalonej o 500 kilometrów Kalwarii Pacławskiej. Historia ta opowiadana jest z perspektywy ich wnuka, Jana. W rzeczywistości dziadkowie nie udali się w tę podróż, reżyser spełnił więc – na ekranie – wielkie marzenie swojej babci.


Pytany o to, dlaczego właśnie teraz postanowił zrobić taki film, Jan Jakub Kolski podkreślał kwestię silnej wewnętrznej potrzeby. – Ja nie „postanowiłem” zrobić tego filmu. Jestem generalnie niewrażliwy na tak zwane zamówienie społeczne na jakiś temat. Dopiero wtedy zabieram się za film, jak coś przemożnie puka we mnie od środka. W przypadku tego filmu gotowość zgłosiłem kilka razy. Pierwszy raz od razu po ukończeniu szkoły filmowej. Wtedy napisałem scenariusz pt. „Ułaskawienie”. Ale nikt nie dał temu wiary, bogu dzięki. Drugi raz też się nie udał. W końcu, za trzecim razem zdecydowałem się na wielopodmiotowe finansowanie produkcji filmu i sam zadebiutowałem jako producent – mówił reżyser.


Ostateczny scenariusz „Ułaskawienia” powstał kilka lat temu. 


Jego kształt opisuje mnie dzisiaj, ten rodzaj człowieczeństwa, do którego doszedłem przez lata. Żeby w tym filmie dobić się do prawdy, trzeba było być ponadnormatywnie szczerym. Trzeba było spopielić siebie. U mnie głównym pasem transmisyjnym są pogrzeby, traumy osobiste. (…) Ta historia była opowiadana w rodzinie. Swoją opowiadała babcia, swoją opowiadał dziadek. Do tego doszła moja kwerenda, ponad roczna, w Instytucie Pamięci Narodowej. Z niej wyszła całość: druzgocząca. Wynikało z niej, że babcia była przestępcą, bo nosiła synowi listy i jedzenie do lasu. Moja babcia była żołnierzem niezłomnym. Najbardziej niezłomnym z niezłomnych – mówił Jan Jakub Kolski.


Dużo uwagi podczas spotkania poświęcono pracy reżysera z aktorami. Role główne w „Ułaskawieniu”, postaci własnych dziadków, reżyser powierzył Janowi Jankowskiemu i Grażynie Błęckiej-Kolskiej, swojej byłej żonie i aktorce, z którą zrealizował wcześniej wiele filmów. Za rolę Hanny Szewczyk w „Ułaskawieniu” Grażyna Błęcka-Kolska otrzymała nagrodę aktorską podczas 43. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Właśnie ta obsada od początku była zamierzeniem reżysera. – Najpierw wyobrażam sobie aktora, potem dla niego piszę, nawet ryzykując, że aktor nie przyjmie roli, którą dla niego wymyśliłem – opowiadał Jan Jakub Kolski.


Film realizowany był w naturalnych plenerach w wielu lokacjach, często w trudnych warunkach, co również miało znaczenie. – Paradoksalnie trudności pomagały. Nie ma niczego gorszego da efektu ekranowego jak komfort, świetny catering. Trudności są narzędziem, dzięki któremu dochodzimy do prawdy. Nie da się zagrać zimna, kiedy nie jest zimno – mówił reżyser.


Spotkanie prowadził Jerzy Rados, Wicedyrektor Gdynskiej Szkoły Filmowej.


293A9344.jpg


293A9314.jpg

293A9354.jpg


293A9328.jpg

293A9370.jpg

293A9381.jpg

293A9339.jpg

293A9410.jpg

Fot. Anna Rezulak