"Seksmisja" w Klubie Gdyńskiej Szkoły Filmowej

Seksmisja w Klubie Gdyńskiej Szkoły Filmowej

- Robiąc ten film, w trudnym dla kraju czasie stanu wojennego, zdobyliśmy się na wulkany pozytywnej energii. To była nasza siła! (…) Ten film powstał pod szczęśliwą gwiazdą – mówili twórcy kultowej „Seksmisji” w Klubie Gdyńskiej Szkoły Filmowej. Reżyser Juliusz Machulski oraz odtwórcy ról Maksa i Albercika, Jerzy Stuhr i Olgierd Łukaszewicz byli gośćmi Gdyńskiego Centrum Filmowego 10 stycznia 2019 roku.

W Gdyni doszło do spotkania historycznego: panowie twierdzą, że w tym gronie widzą się… pierwszy raz od powstania słynnej komedii, która ma już 35 lat.


Pytany o źródła pomysłu na "Seksmisję" (1983) Juliusz Machulski wskazał twórczość Stanleya Kubricka, którą był zauroczony jako student szkoły filmowej. - Pomyślałem: chcę być jak Kubrick. Pomysł pojawił się zaraz po "Vabanku". Szukając tematu na kolejny film, dotarłem do książki "prognozy XXI wieku". W rozdziale o genetyce natknąłem się na wątek partenogenezy, który był dla mnie całkowicie nowy. W pierwszych wersjach tej historii występowały w niej same kobiety. Ale to było... nudne. Musiał się wśród nich pojawić mężczyzna, żeby coś się działo. Z kolei bohater musiał z kimś rozmawiać, mieć kolegę. Tak narodzili się Maks i Albercik - opowiadał Juliusz Machulski.


W obsadzie filmu od początku był obecny Olgierd Łukaszewicz, jako odtwórca jednego z dwóch męskich bohaterów, którzy znajdują się w świecie przyszłości po wybudzeniu ze stanu hibernacji. Jerzy Stuhr dołączył do ekpy znacznie później, kiedy prace nad filmem były już na etapie dokumentacji w kopalni soli w Wieliczce. Aktor ze śmiechem wspomina, że jego kandydatura do komediowej roli budziła początkowo wątpliwości Jerzego Kawalerowicza, kierwnika Studia Filmowego Kadr, w którym powstawał film. - Przecież to jest aktor moralnego niepokoju! - miał mówić reżyser "Faraona".


"Seksmisja" okazała się nie tylko pastiszem filmów science fiction, ale również - ze względu na czas, w jakim powstawała - zręczną satyrą na polską rzeczywistość. - Zdecydowanie ten film jest parodią władzy autorytarnej i manipulacji ludźmi - mówił Olgierd Łukaszewicz. 


- Była w nas młodość. Dezynwoltura. Brak hamulców. Kiedy zaczynaliśmy pracę, stanu wojennego jeszcze nie było. Sytuacja za oknami wytwórni podsuwała nam rozwiązania fabularne czy chociażby dotyczące kostiumów. Kręciliśmy po nocach, przez kilka miesięcy. Może w ten sposób chroniliśmy się, uciekając w satyrę i żart - mówił Juliusz Machulski. 


- To była nasza siła, że w tak trudnym czasie dla kraju zdobyliśmy się na prawdziwe wulkany pozytywnej energii - wspominał Jerzy Stuhr. 


Twórcy przyznali, że wiele spośród uważanych dziś za kultowe dialogów w "Seksmisji", na przykład słynne "Nasi tu byli!", powstawało bezpośrednio na planie filmowym. 


- Następuje taki moment, kiedy aktorzy wiedzą więcej o scenariuszu i postaciach niż reżyser i scenarzysta razem wzięci. Te postaci żyły już własnym życiem - przyznał Juliusz Machulski.


Spotkanie prowadził Jerzy Rados z Gdyńskiej Szkoły Filmowej.



293A2022.jpg


293A2179.jpg


293A2169.jpg

293A2314.jpg

293A2361.jpg

293A2313.jpg

293A2073.jpg

293A2378.jpg

293A2381.jpg

Fot. Anna Rezulak